Ładowanie…

Świat widziany słowem i dźwiękiem

Odkąd sięgnę pamięcią, zawsze towarzyszyła nam muzyka. Pierwsze próby wspólnego grania miały miejsce pod koniec lat 90-tych. Jednak jako początek naszej działalności należy przyjąć lipiec roku 2000...
WIĘCEJ O NAS

Krzysztof Wiśniewski, Muzyka – żywioł najbezpieczniejszy, odcinek 1.

Wstęp
Piszę tę książkę z potrzeby serca.
napiszę jak narodziła się i rozwijała moja przygoda z muzyką, koncentrując się na pierwszych latach działalności.
Chcę pokazać, że nie zależnie od osiągniętych rezultatów początki grania mają w sobie coś z romantyzmu.
Nie wystarczy chwycić się instrumentu i grać, trzeba jeszcze chwycić kontakt z sobie podobnymi i poczuć odpowiedni klimat.

Na gitarze zaczynałem naukę, kilka razy, jednak raz byłem zbyt niecierpliwy, Innym razem odstraszał mnie bul palców. Lecz kwietniowej niedzieli roku 2000 zaparłem się i powiedziałem „Nie ma bata! Będę grać i zacząłem ćwiczyć. Właściwym bodźcem do nauki gry na sześcio strunowcu było to, że w czwartek zaczął się uczyć mój młodszy brat. Moja ambicja została podrażniona i nie chciałem być gorszy, od Adasia, który po niedługim czasie zrezygnował z gry i na dobre zajął się wokalem i klawiszami, a także, o czym później aranżacją. Wróćmy jednak do rzeczy. Początkowo grałem tylko kilka akordów ćwicząc wyciskanie palców. We wtorek myślałem, że pierdzielnę ten interes, palce tak bolały, że budziłem się w nocy i miałem ochotę odgryźć je zębami na żywca. Po dwóch tygodniach bul powoli ustawał, a akordy nabierały płynności. Jednak znalazł się kolejny mankament – zbyt spięta ręka. Zająłem się, więc siłą uderzenia, i kombinowanymi biciami w obie strony. Początkowo szło jak po grudzie. Adaś, który]ogóle jest luz facet radził sobie doskonale, jednak cholera wie, dlaczego z końcem maja przestał grać na gitarze. Chociaż czasem, ale to naprawdę rzadko sięga po gitarę, i chociaż nie jest jej wierny, to jego wyczyny zapadają w pamięć.
Raz zerwał strunę, a innym razem zniszczył kostkę, że został z niej tylko malutki kawałeczek. Swoją drogą, to trzeba mieć energię żeby połamać w drobny mak taki kawałek plastiku na gitarowych strunach.
Pierwszym tematem, który grałem był dom wschodzącego słońca. Można powiedzieć klasyk. A następnie były utwory Budki suflera: strefa półcienia, głodny, bal wszystkich świętych i inne utwory z tego albumu. Próbowałem grać razem z Adasiem, który obok śpiewał i grał na pianinie, jednak pianino z gitarą akustyczną i to trzydziestoletnim pudłem, to brzmi bardzo kiepsko zwłaszcza, gdy jeszcze Adaś dopierniczał w klawiaturę. Granie takie szybko się kończyło, bo brat strasznie się wkurzał.
Jednak już w maju opisywanego roku, pojawiły się pierwsze projekty zespołu muzycznego. Według koncepcji Adaś miał grać na swoich strunach głosowych przy pomocy Damiana Pietrasika, na klawiaturze, moim zaś zadaniem miało być ustawianie całego sprzętu. Dziś już wiem, że taka robota to nie dla mnie, bo słuch mi na to nie pozwala, aby wychwycić choćby drobne błędy w ustawieniu. Wtedy jednak wziąłbym wszystko, aby tylko być w zespole.
O tym jak znikome mieliśmy pojęcie o muzyce pokazuje sytuacja, w której Adaś kazał mi skupić się wyłącznie na solówkach twierdząc, że w trzydziestu piosenkach może jedna będzie oparta na akordach, a inne na solówkach.
Z pierwszej koncepcji jednak nic nie wyszło, bo nie było gdzie grać i były kłopoty ze sprzętem, a po za tym w maju to już Święty Boże nie pomoże i wszelkie plany trzeba odłożyć na następny rok szkolny.

Dodaj komentarz

Facebook