Ładowanie…

Świat widziany słowem i dźwiękiem

Odkąd sięgnę pamięcią, zawsze towarzyszyła nam muzyka. Pierwsze próby wspólnego grania miały miejsce pod koniec lat 90-tych. Jednak jako początek naszej działalności należy przyjąć lipiec roku 2000...
WIĘCEJ O NAS

Krzysztof Wiśniewski, Muzyka – żywioł najbezpieczniejszy, Odcinek 5

Zespół na powierzchni ziemi.

No i wyszliśmy z piwnicy.
Od tej pory graliśmy na sali gimnastycznej, natomiast sprzęt przechowywaliśmy w przyległym do niej składziku.
Listopad był miesiącem, gdy zaczęliśmy się ujawniać, pojawił się plan zaproszenia Pana Stanisława Badeńskiego na naszą próbę. Plan ten zrealizowaliśmy w styczniu przyszłego roku.
Tymczasem opracowywaliśmy nowe piosenki. Nasz repertuar wzbogacili „Toksyczni czarodzieje” grupy T.Love oraz ballada „Tacy jak Ty” śpiewana przez Roberta Gawlińskiego.
Oczywiście wśród nowych piosenek nie mogło zabraknąć utworu Budki Suflera. Nasz wybór padł na „Rock and roll na dobry początek”.
Gardło Adasia szwankowało coraz częściej. Chłopak wyraźnie cierpiał. Kiedy wracaliśmy z prób, to Adaś kładł się od razu i ciężko oddychał, chrypiał i kaszlał, mówię Wam, aż przykro było słuchać.
We dwóch graliśmy coraz rzadziej, co odbijało się na zespole.
Jakoś nie mogliśmy znaleźć terminu do grania, bo to Tomek lub my jechaliśmy do swoich domów, natomiast Damian wybywał na zawody pływackie.
W grudniu Adaś poczuł się troszkę lepiej i znów wrócił do śpiewu. Brat wystąpił w czasie wizyty Prymasa Glempa.
przyznam się bałem się tego występu, ale wyszło wspaniale. Adaś przeszedł samego siebie, gratulacjom nie było końca.
Nie daliśmy Adasiowi spokoju i tego samego dnia po południu, postanowiliśmy zacząć oswajanie się z graniem na sali.
Najpierw sprawdzamy stan sprzętu. Brakuje części kabli i innych drobiazgów, gdzieś ginie statyw i kilka zresztą kiepskich mikrofonów. Adaś idzie z Damianem do piwnicy i przynoszą trochę badziewia. Ogólnie rozstawianie sprzętu znów trwa długo i zaczynamy grać. Odchodzą przy tym totalne jaja. Grając młode lwy orientujemy się, że Tomek jakoś często się gubi, w końcu on sam przerywa granie, mówiąc, że trzeba znaleźć coś pod perkusję, bo po każdym uderzeniu bębny się rozjeżdżają. Znaleźliśmy więc dywaniki używane do goal balla i z perkusją nie było już kłopotów. Ogólnie z powodu braku kabla nagłaśniamy keybord Yamachę przez mikrofon pojemnościowy, to był odjazd. Jakby tego było mało, gitara też odmawia posłuszeństwa i lada poruszenie sprawia , że gniazdko wejściowe przeraźliwie trzeszczy.
Po za tym Adaś ma kłopoty z mikrofonami, co jest już stałą częścią programu. W takim stanie rzeczy próba nie może wypaść dobrze, granie idzie topornie. Pograliśmy zatem jakieś trzy godziny i zabawa się skończyła. Nie zagraliśmy oczywiście nic nowego.
Sprzęt nosiliśmy do składzika. Naciągaliśmy się jak sztangiści.
W czasie przedświątecznego zamieszania nie udało się już odbyć żadnej próby.
Życząc sobie wesołych świąt w 2002 rok wkraczaliśmy z nowymi nadziejami.

Dodaj komentarz

Facebook