Ładowanie…

Świat widziany słowem i dźwiękiem

Odkąd sięgnę pamięcią, zawsze towarzyszyła nam muzyka. Pierwsze próby wspólnego grania miały miejsce pod koniec lat 90-tych. Jednak jako początek naszej działalności należy przyjąć lipiec roku 2000...
WIĘCEJ O NAS

Krzysztof Wiśniewski, Muzyka – żywioł najbezpieczniejszy, odcinek 9

Przygotowania w dzień koncertu

26 maja niedziela, wstaję normalnie bez pośpiechu około jedenastej, głowa nie boli, na dworze ciepło. Adaś też jest wypoczęty gardło nie męczy go. W dzień nic już nie gramy Gitara jest spakowana. W pośpiechu szukam kasety, na którą można by zarejestrować nasz koncert. Kaset mam od i jeszcze więcej ale jak pech to pech. Dopiero w ostatniej chwili znalazłem dobrą taśmę. Zabieram kiepski sprzęt do nagrywania, kabel i zapasowe struny czyli wszystko to co powinien mieć jak mi się wydawało gitarzysta pełną gębą. Ujmując rzecz prościej mogę napisać, że wziąłem to co miałem. Jeszcze nie miałem takiego zasobu sprzętu jak dziś.
Słuch w porządku, uszy nie odwalają jakichś numerów jeszcze bardziej utrudniających funkcjonowanie, baterie do aparatów słuchowych mam w kieszeni.

O piętnastej rozpadał się deszcz. Myślałem, że zwątpię. Dyskutujemy z bratem co robić. W końcu Adaś dzwoni do Pana Stanisława, czy przypadkiem nie przełożyć całej imprezy. Ten mówi, żeby jechać i szykować się, najwyżej zagracie na sali. Kiedy wyjeżdżamy niebo przestaje płakać i zastanawiamy się tylko czy taras przed internatem wyschnie. Ubieram się luźno, ale przyzwoicie, chodzi oto, aby nic tam nie gryzło i nie krępowało ruchów. W takiej chwili to wszystko może wnerwić. Około czwartej wyjeżdżamy do Lasek. Po przyjeździe wchodzimy na salę, gdzie sprzęt już stoi. Nie tracąc czasu, podpinamy się z bratem i robimy rozgrzewkę. Przychodzi Pan Staszek i czyni ostatnie uwagi. Kiedy wyszedł przyjechała Mama Tomka z Karolem, który ma rejestrować występ na minidysku i z Gawłem. Tomek wychodzi poinstruować Karola i sam przychodzi ze sprzętem, aby nagrać fragment próby. Ale wcześniej ubiegł go Stanisław Badeński i Tomek został przywitany Jego mową niczym wybuchem wulkanu. – Panie Tomaszu! pan chce być nagrywającym, czy perkusistą? – Tomek jękliwym głosem odpowiada: – perkusistą i zostawia sprzęt w spokoju.

Taras wysech, tak więc możemy spokojnie znosić sprzęt. Nie zdążyłem poinformować Adasia, żeby się oszczędził i nie nosił. Jego energia jest najbardziej potrzebna, jest w końcu frontmanem i nie może sobie pozwolić na uszczerbki. Powoli rośnie adrenalina. Jeszcze na górze toczymy dyskusję, jakich klawiszy użyjemy i kto do czego będzie podłączony. stanęło na tym, że Damian gra na Hohnerze. Ma to swoje dobre i złe strony. Hohner ma lepszy bas, ale za to nie ma brzmień fortepianu, które też się mogą przydać Ale że nie mamy basu przeto lepszy był Hohner. Jest podpięty do tzw. stopięćdziesiątki.
Ustawienie na tarasie jest następujące: Na skraju po prawej stoję ja ubrany w Yamachę i jeszcze siedzący na małym stołeczku. Jakieś dwa metry ode mnie po prawej stronie siedzi Damian za Hohnerem, Adaś stoi przed Damianem, ale daleko z przodu. Jeszcze dalej wysunięte są kolumny. Najbardziej z tyłu po lewej stronie stoi, a raczej siedzi, Tomek za perkusją. Siedzi trochę za nisko, co widać na filmie i zdjęciach.
Na przeciwko nas z wolna ale systematycznie rośnie gwar publiki. Zaproszenia na koncert, które rozwieszał Karol Paszkiewicz wisiały we wszystkich niemalże budynkach w Laskach.
Był trochę problem co do napisu nazwy naszego zespołu: wiele osób odczytało ją trochę inaczej i myślało, że zespół nazywa się tako, bo litera d była trochę zniekształcona. Tak myślał np. Pan Zbyszek Jęczmyk. Pan Zbyszek pokrzykuje coś ze swego siedzenia i rozmawia z rodzicami. Dochodzi szósta a więc godzina prawdy. Godzina, na którą czekamy z niecierpliwością.

Dodaj komentarz

Facebook